997 jedzie srebrna kia tekst
il' da te otjeram, ne ne. da l' da ti ruku dam, da da. il' da te otjeram. O o slomi me, moja djevojcice. o o slomi me, ne vjerujem ne. Tvoje su rijeci med. u meni zime i led. sto da ti ucinim. ili da sve zaboravim.
Tłumaczenie piosenki „Ljubav je za ljude sve” artysty Srebrna krila — chorwacki tekst przetłumaczony na angielski Deutsch English Español Français Hungarian Italiano Nederlands Polski Português (Brasil) Română Svenska Türkçe Ελληνικά Български Русский Српски Українська العربية
997 jedzie srebrna Kia kurwy wiezie na sygnale. Report comment. Reply. justice099 says: 997 is Polish equivalent of 911 phone. Kia Cee’d is a popular police car over here. And by googling
Neka Me Nema Nikada ViÂsse tekst Srebrna Krila Neka Me Nema Nikada ViÂsse tekst. Neka me nema nikada visÂÂse turobno slavuj pjeva zanesen ljubavi moja, nikad te viÂÂsse tek stih se vraca, tugom doneÂÂssen Neka me nema nikada visÂÂse ako su usne ljubile drugu i neka trag mi isperu kisÂÂse i nek mi tijelo osjeti tugu Neka me nema nikada visÂÂse bez tebe zivot, u
Ne polažem nikakva autorska prava na audio sadržaj (pjesmu) ovog video klipa. Pjesmu sam postavio isključivo iz razloga jer sam primijetio da do sada nije po
Site De Rencontre Noir Et Blanc Gratuit. Każdy, kto interesuje się motoryzacją z pewnością wie, że dwie poprzednie generacje prezentowanego auta miały zupełnie inne nadwozie oraz ich nazwa była zapisywana zupełnie inaczej. W nomenklaturze modelowej marki Kia był to pro_cee’d oznaczający 3-drzwiowego hatchbacka, czyli najbardziej sportową odmianę kompaktu. Pod maską pro_cee’da pierwszej lub drugiej generacji mógł pracować silnik, który nie kojarzył się jednak ze sportem. W trzeciej generacji zmieniło się właściwie wszystko. Jest całkowicie zmieniony sposób zapisu nazwy na ProCeed, a nadwozie ewoluowało do 5-drzwiowego. Inaczej jest także w kategorii układu napędowego. Auto owszem może być napędzane ledwie 120-konnym motorem, ale na szczycie oferty jest też jednostka legitymująca się mocą ponad 200 koni mechanicznych. WIDEO - taka jest Kia ProCeed GT Po koreańsku Jeszcze jakiś czas temu auta wychodzące spod rąk koreańskich stylistów delikatnie mówiąc nie grzeszyły urodą. Patrząc jednak na współczesne auta spod znaku Kia można dojść do wniosku, że u Koreańczyków dokonał się prawdziwy przełom. Stylistyka nowego ProCeeda jest jego bardzo mocną stroną. Ba! Śmiem twierdzić, że to najbardziej efektownie stylizowane kombi w klasie kompaktów. No właśnie, kombi... Testowaliśmy: Kia Stinger T-GDI 245 KM 8AT RWD GT Line Koreańczycy twierdzą, że nowy ProCeed ma nadwozie typu Shooting Brake. I trudno jest się z nimi nie zgodzić. Tym bardziej, że Ceed w klasycznym nadwoziu kombi także jest oferowany. Tak czy inaczej są tacy, którym nowy ProCeed przypomina Mercedesa CLA Shooting Brake. Niektórzy idą jeszcze dalej w swoich porównania. Koreańskie Porsche Panamera? Tak, takie głosy też słyszałem. Są one spowodowane nie tylko podobną linią nadwozia obu aut, ale także bardzo efektownym LED-owym tylnym pasem, który mówiąc kolokwialnie „robi robotę". Wersja, którą widzicie na zdjęciach to topowa odmiana GT. Co od strony stylistycznej charakteryzuję ją na tle innej i zarazem jedynej alternatywnej wersji GT Line (testowaliśmy taką - ZOBACZ)? Niewiele. Z tyłu znajdują się dwie aluminiowe końcówki układu wydechowego. Pomiędzy nimi znalazł się dyfuzor. Progi boczne oraz dokładna przedniego zderzaka zostały wzbogacone o czerwone akcenty. Czerwone akcenty wkomponowano także w przedni grill oraz w standardowe 18-calowe aluminiowe felgi. Mówiąc w skrócie. Odmianę GT poznacie po czerwonych dodatkach, ale Kia ProCeed w każdej wersji wygląda naprawdę efektownie. Zupełnie nie po koreańsku. Czas porzucić stereotypowe myślenie... Zaskakująco praktyczny? Mogłoby się wydawać, że efektownie opadająca linia dachu zabierze cenne centymetry wolnej przestrzeni nad głowami pasażerów siedzących z tyłu. W praktyce miejsca nie tylko na głowy, ale także na nogi na tylnej kanapie jest naprawdę sporo. Dodatkowo, dostępne są dwa oddzielnie regulowane nawiewy. Doskwierać może brak portów USB dla pasażerów tylnej kanapy. Podwyższony kompakt: Kia XCeed T-GDI 204 KM 7DCT XL - TEST Bagażnik ProCeeda ma 594 litry pojemności. Jest to wynik gorszy od Ceeda SW o 31 litrów. Niewątpliwym plusem przestrzeni bagażowej jest kilka niezależnych schowków ukrytych w podłodze. Bardzo przydatne rozwiązanie przy przewożeniu mniejszych rzeczy. Warto jednak wiedzieć, że ogólna wymieniona wyżej pojemność bagażnika liczona jest właśnie z tymi schowkami. Kolejne plusy? Dwa haczyki na siatki z zakupami. Ilość miejsca z przodu jest typowa dla aut kompaktowych. Ciężko tu narzekać na ciasnotę. Konsola środkowa nie jest przesadnie rozbudowana, a co za tym idzie nie zabiera wolnej przestrzeni na kolana oraz łokcie kierowcy i pasażera siedzącego obok. Nowa jakość Oddzielnym tematem jest jakość wykonania. Tutaj także czas zmienić przyzwyczajenia. Kia ProCeed ma bardzo dobrze wykonane wnętrze, Tyczy się to zarówno jakości użytych materiałów, jak i samego spasowania. Olbrzymia część deski rozdzielczej oraz boczków drzwi obitych jest miękkim tworzywem. Zastosowane plastiki nie budzą skojarzeń z tandetnością. Tak, w tej kwestii Kia dogoniła już europejskich konkurentów. Polecamy test: Jest praktyczniejsza, niż się wydaje: Kia ProCeed GT Line T-GDi 140 KM 7DCT Zastrzeżeń nie budzi także wyposażenie. Systemy bezpieczeństwa z aktywnym i czasami mocno upierdliwym asystentem pasa ruchu są dostępne. Tak samo jak aktywny tempomat współpracujący z automatyczną skrzynią DCT. Są także ładowarka indukcyjna oraz dwa złącza USB (jedno służy wyłącznie do ładowania urządzeń) umieszczone pod panelem klimatyzacji. Podgrzewane przednie fotele, podgrzewana kierownica oraz podgrzewana przednia szyba? Oczywiście dostępne. Jest również 7-calowy dotykowy ekran z bardzo czytelnym i przejrzystym menu. Całość opakowana ładnym i miłym dla oka designem. Wersja GT? W środku wyróżniają ją nieco mocniej wyprofilowane fotele oraz podobnie jak i na nadwoziu czerwone akcenty. Jest także spłaszczona u dołu kierownica, którą ktoś określił mianem sportowej. Czego nie ma? Miliona oznaczeń GT i innych pobudzających, ale nic nie znaczących emblematów. Brawo Kia! Mam tę moc! Efektowny wygląd modelu ProCeed nie musi iść w parze z drapieżnym sinikiem napędzającym to auto. Podstawowy motor ma raptem 1 litr pojemności i 120 KM mocy. Zapewnia on sprint do pierwszych 100 km/h w czasie powyżej 11 sekund. Mało pobudzający wynik. Nieco wyżej w hierarchii jest Turbo o mocy 140 KM oraz wysokoprężny CRDi o mocy 136 KM. Jednak topowym motorem zarezerwowanym dla wersji GT jest T-GDI o mocy 204 KM. Przeczytaj też: Kia XCeed dostaje pełne cyfrowe zegary Jak już zdążyliście zauważyć prezentowany egzemplarz to właśnie odmiana GT. Suche dane techniczne mówią, że pierwsze 100 km/h w wersji z automatyczną skrzynia biegów DCT pojawi się na prędkościomierzu po 7,5 sekundy. Całkiem szybko. Tyle teorii, a jak wygląda praktyka? Usportowiony zawodnik Na wstępie zaznaczę jedno. Kia ProCeed GT nie jest typowym hothatchem lub jak kto woli hot shooting brake. To raczej usportowione, niż typowo sportowe auto. Zawieszenie jest utwardzone, ale nie na tyle twarde, aby wybijać plomby z zębów. Czuć sprężystość pracy, ale nie jest to ustawienie stricte sportowe. Podobnie z układem kierowniczym, który w trybie Normal nie jest ”ciężki”, ale jest wystarczająco komunikatywny. Sprawdź: Nowa Kia Ceed GT – podgrzana, ale jeszcze nie gorąca Osiągi auta należy zaliczyć do jego niezaprzeczalnych plusów. Tak samo jak działanie skrzyni biegów, która w trybie manualnym bardzo szybko reaguje na dotknięcie manetki umieszczonej na kolumnie kierownicy. W trybie w pełni automatycznym też jest ok. Biegi zmieniane są płynnie, bez szarpnięć, szybko i przewidywalnie. Mieszane odczucia mam wobec dźwięku jednostki napędowej. W trybie Normal dźwięk nie jest natarczywy i nie narzuca się zbyt mocno. Chociaż wyciszenie kabiny idealne nie jest. Sytuacja zmienia się zauważalnie po uaktywnieniu trybu Sport. W takim ustawieniu nie tylko zmieniają się czułość pedału gazu, reakcja skrzyni biegów oraz siła wspomagania kierownicy, ale także bardziej uwydatnia się dźwięk silnika. Basowy pomruk generowany jest oczywiście przez głośniki. Brzmi to bardzo sztucznie i po kilku przejechanych kilometrach zaczyna przeszkadzać. Niestety Kia nie przewidziała trybu jazdy pozwalającego na personalizację. Nie da się ustawić pracy podzespołów w trybie sportowym bez sztucznego podbijania dźwięku silnika. Szkoda, bo byłoby to przydatna opcja. Test pełnoprawnego SUV-a: Kia Sportage CRDI 136 KM 7DCT 2WD: było dobrze, jest jeszcze lepiej Trudno jest się zachwycać także średnim apetytem na paliwo. Wartości poniżej 8 l/100 km są możliwe do osiągnięcia tylko podczas jazdy w trasie. W ruchu miejskim powyżej 10 l/100 km jest częstym wynikiem. Z jednej strony nie jest to mało, ale z drugiej należy pamiętać, że mamy do czynienia z ponad 200-konnym samochodem. Cena i podsumowanie Ceny nowej Kii ProCeed zaczynają się od 94 990 zł za wersję GT Line (jedyna dostępna odmiana poza GT) ze 120-konnym silnikiem T-GDI. Ten niewielki motor nie pasuje do charakteru auta. Tym bardziej, że oferuje on mizerne osiągi (ponad 11 sekund od 0 do 100 km/h). Trzeba być wyjątkowym skąpcem, aby nie dopłacić 4000 zł to mocniejszego silnika T-GDI o mocy 140 KM. 204-konny silnik T-GDI został zarezerwowany tylko i wyłącznie dla odmiany GT. Taka wersja ProCeeda kosztuje 109 990 zł. Automatyczna skrzynia DCT wymaga dopłaty 6000 zł i jest opcją wartą rozważenia. Warto również wiedzieć, że ProCeed GT charakteryzuje się bardzo bogatym wyposażeniem seryjnym. 18-calowe aluminiowe felgi, nawigacja, sportowe fotele z częściowo skórzaną tapicerką, dwustrefowa klimatyzacja automatyczna, szereg systemów bezpieczeństwa oraz wiele innych mniej lub bardziej istotnych szczegółów nie wymaga dopłaty. Testowaliśmy: Kia Stinger GT V6 T-GDI 366 KM 8AT AWD Biorąc pod uwagę, że Kia ProCeed nie jest typowym kombi, trudno znaleźć jej bezpośredniego konkurenta. Co prawda Mercedes oferuje taki model jak CLA Shooting Brake, ale koreańskie auto to zdecydowanie nie jest liga Mercedesa. Nawet gdybyśmy pod rywali ProCeeda podciągnęli standardowe kombi dla ludu to i tak niewielu producentów oferuje takie samochody w usportowionych wydaniach. Najbliżej ProCceda jest chyba Ford Focus kombi w wersji ST z... dieslem pod maską. Podobnie jak Kia posiada on usportowioną naturę połączoną z codzienną praktycznością. Na podobnym poziomie są także osiągi, chociaż zapewnia je silnik zasilany innym rodzajem paliwa. Kia ProCeed jest autem, którego wielu europejskich i nie tylko europejskich konkurentów może Kii zazdrościć. Koreańczycy w bardzo udanym stylu wymieszali trzy składniki, których niewielu ma odwagę łączyć ze sobą – styl, praktyczność oraz osiągi. ProCeed ma świetną prezencję, w odmianie GT jest bardzo żwawy, a na dodatek ma pojemny bagażnik i jest naprawdę praktycznym autem na co dzień. Brawo! Kia ProCeed T-GDi DCT7 - dane techniczne SILNIK R4 16V Paliwo Benzyna Pojemność 1591 cm3 Moc maksymalna 204 KM przy 6000 obr./min. Maks mom. obrotowy 265 Nm/ przy 1500-4500 obr./min. Prędkość maksymalna 225 km/h Przyspieszenie 0-100km/h 7,5 s Skrzynia biegów 7DCTautomatyczna dwusprzęgłowa Napęd przedni Zbiornik paliwa 50 l Katalogowe średnie zużycie paliwa 7,2 l poziom emisji CO2 163 g/km Długość 4605 mm Szerokość 1800 mm Wysokość 1422 mm Rozstaw osi 2650 mm Masa własna 1363 kg Ładowność 537 kg Pojemność bagażnika/po złożeniu siedzeń 594 l/ 1545 l Hamulce przód/ tył tarczowe wentylowane/ tarczowe Zawieszenie przód kolumny McPhersona Zawieszenie tył wielowahaczowe Opony przód i tył(w testowym modelu) 225/40 R18
Od zawsze miałem w sobie ducha rywalizacji, tylko w niczym nie byłem tak dobry, aby móc z kimkolwiek rywalizować w czymkolwiek na wysokim poziomie. Owszem, byłem niezły w jakichś sportach, nie najgorszy w jakichś dziedzinach, tylko okazywało się wtedy, że na zawody, na których byłem niezły, przyjeżdżali goście, którzy byli bardzo dobrzy. Gdy ja byłem nie najgorszy, inni okazywali się wybitni. Kiedy nawet zdarzyło się, że inni byli na podobnym poziomie, przegrywałem sam ze sobą. Pamiętam jak na olimpiadzie z wiedzy pożarniczej – tak, było coś takiego – prowadzony przez mojego profesora od zajęć praktyczno-technicznych (popularnych zetpetów) szedłem jak burza. To była piąta klasa podstawówki, a każdy następny etap oznaczał usprawiedliwioną nieobecność w szkole, plus przed każdym z konkursów dzień wolny na przygotowanie. Dla smarka nie ma większej nagrody niż usprawiedliwiona nieobecność w szkole. Eliminacje klasowe przeszedłem, szkolne też i to jak burza. Okręgowe również bez większych problemów. Tutaj już zacząłem podejrzewać podstęp. Może inne szkoły nie dają wolnego dla uczestników olimpiady? Przed następnym etapem profesor wziął mnie na bok i powiedział: – Słuchaj, Tomku, więcej cię już nie nauczę. Wiedziałem to doskonale, ponieważ nie był zapalonym strażakiem ochotnikiem, tylko dorabiającym do emerytury nauczycielem ZPT, który także miał wolne, kiedy ze swoim padawanem jeździł na kolejne etapy. Do ogólnopolskiego finału został tylko jeden etap – eliminacje wojewódzkie. Poległem na etapie eliminacji wojewódzkich. Żebym poległ, bo przeciwnicy byli lepsi, żebym poległ, bo szkoły pozgłaszały repetujących po kilkanaście lat czynnych strażaków przebranych za uczniów. Nawet, gdybym poległ, bo dostałbym potężnego rozwolnienia ze stresu. Wszystko bym zrozumiał i zaakceptował. Tymczasem poległem po potężnym prawym sierpowym, który sam sobie zadałem. Pamiętam jak dziś. Trzydziestokilowy szczyl z piątej A (rywale byli z klas ósmych), z afro na głowie leci jak burza. Gdybym mógł brać pytania na siebie, nikogo bym nie dopuścił do głosu. Jury zapatrzone w młodego geniusza z piątej A. Nie dziwię się im. Znałem wtedy rodzaje gaśnic proszkowych. Mogłem je posortować w zależności od składu chemicznego, wielkości, trwałości, tego, co gaszą, i jaki mają okres rozpadu atomowego. Mogłem to zrobić wspak i to nawet obudzony w nocy. Wiedziałem, jak nazywają się wszystkie sprzęty strażackie, rodzaje drabin i ich dokładne przeznaczenie. Znałem numery rejestracyjne wszystkich samochodów pożarniczych w Polsce i chyba nawet kilku w sąsiadujących krajach. Teraz myślę, że był to rodzaj autyzmu, z całym szacunkiem dla osób chorych, ale ta wiedza, nie wiedzieć czemu, automatycznie zapisywała się w moim mózgu. Kiedy już w myślach widziałem się galopującego w rytmie melodii z „Rydwanów ognia” w objęcia mojego ukochanego profesora, gotów odbierać gratulacje, padło pytanie, które wywołuje u mnie ciarki do dziś. Było to pytanie ostatnie: jaki jest numer telefonu do straży pożarnej? O okrutny losie! Teraz powiedziałbym 112 i do dzisiaj moje życie wypełniałoby poczucie dumy. Wtedy numeru 112 nie było. Był za to numer 998. Kiedy wypowiadałem ostatnią cyfrę, a z moich ust wypadało słowo „siedem”, czułem już, jak zwalam się bezwładnie na deski. Czułem to, ponieważ wiedziałem, że podaję numer na policję. Cholerny Fajbusiewicz i jego program. Nie wiedziałem czy to 998, czy 999, ale wiedziałem, że na 100% nie 997. Cisza, jaka zapadła, trwała tylko ułamki sekund, a ja naprawdę słyszałem roznoszące się po sali kuratorium echo: siedeeem, eeeddeemmm, ddeemm… W oczach jednego z jurorów, na którego uznaniu najbardziej mi zależało ‒ był to pięknie ubrany strażak ‒ po raz pierwszy zobaczyłem spojrzenie, które krzyczało do mnie: Coś ty, DEBILU, powiedział? Nie dziwię się, że nie przeszedłem dalej, bo nie mógł Dolnego Śląska reprezentować półgłówek. Nigdy też nie przyznaliśmy się z profesorem w szkole, co jego podopieczny powiedział, a ja sam do tej pory nie wiem, czemu to powiedziałem. Cóż, może i wyszedłem na debila, ale za to przegrałem z prawdziwym mistrzem. Tomasz Siwiński
Dziękujemy za wysłanie interpretacji Nasi najlepsi redaktorzy przejrzą jej treść, gdy tylko będzie to możliwe. Status swojej interpretacji możesz obserwować na stronie swojego profilu. Dodaj interpretację Jeśli wiesz o czym śpiewa wykonawca, potrafisz czytać "między wierszami" i znasz historię tego utworu, możesz dodać interpretację tekstu. Po sprawdzeniu przez naszych redaktorów, dodamy ją jako oficjalną interpretację utworu! Wyślij Niestety coś poszło nie tak, spróbuj później. Treść interpretacji musi być wypełniona. Sposób, w jaki osiągnęli efekt wokalny utworu polegał na umieszczeniu monotonnego głosu Thoma w filtrze podobnym do Vocodera i użyciu Ondes Martenot, instrumentu podobnego do klawiatury, aby kontrolować wysokość filtra, symulując śpiew. Chociaż znaczenie Kid A jest mocno dyskutowane, utwór można zinterpretować jako opowieść o Thomie jako dziecku, który rozpoczyna te lata w życiu każdego człowieka, w którym pojawia się inny styl życia. Chodzi o niego, ale dotyczy to nas. Chodzi o to, że wszyscy traktują go jako wzór do naśladowania. To pierwszy raz, kiedy dzieci próbują czegoś nowego / złego. Mogą to być narkotyki, przestępstwa, kłamstwa lub po prostu łamanie zasad. Pierwsze kłamstwo jest niewielkie, ale prowadzi do znacznie innego życia. Przekonanie, że jeden papieros nie zaszkodzi, może doprowadzić do wypalenia paczki w ciągu dnia. Jest to nawiązanie do starej legendy o The Pied Piper of Hamelin, która opowiada o mieście opanowanym przez szczury. Tajemniczy człowiek znany jako Pied Piper wkroczył do miasta i zaproponował, że wyprowadzi wszystkie szczury, hipnotyzowując je swoim fletem. Kiedy mieszczanie odmówili zapłacenia mu za uwolnienie miasta od robactwa, obrócił on swoje moce na miejskie dzieci. Narrator wciela się w rolę Pied Piper, hipnotyzując wrażliwych młodzieńców swoją muzyką i swobodnie prowadząc ich tam, gdzie chce. Wyślij Niestety coś poszło nie tak, spróbuj później. Treść poprawki musi być wypełniona. Dziękujemy za wysłanie poprawki.
Dmuchana kaczka na masce auta z Babcią Kasią. Efekt? Osiem pojazdów policji na policji, w tym 6 nieoznakowanych podążało za autem z Babcią Kasią z dmuchaną kaczką na masce. Krążyli za nimi na rondach, pakowali się w ślepe ulice, uciekali, gdy aktywiści podchodzili z telefonami. Drogówka sprawdzała, czy kaczka nie zasłania widoku Tadeusz, młody (26 lat) aktywista z grupy „Cień mgły” – to oddolny ruch poparcia Strajku Kobiet” – jeździ czasem na demonstracje z żółtą, dmuchaną kaczką na masce auta. Plastikowe zwierzątko ma czerwoną błyskawicę. W kuprze. Z taką ozdobą – i razem z Katarzyną Augustynek znaną jako Babcia Kasia – ruszył w poniedziałek 3 maja 2021 na przejażdżkę pod dom Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborzu. „Chcieliśmy zobaczyć, ile tam jest policji i pokazać im kaczuszkę” – tłumaczy Babcia Kasia. Gdy przez pół godziny objeżdżali okolice domu prezesa Prawa i Sprawiedliwości, wiele par mundurowych oczu śledziło ich tour – policja zgromadziła tam znaczne siły tego ciuciubabki zapraszamy Podróż powrotna aktywistów z Żoliborza obfitowała w wiele sytuacji rodem z komedii Stanisława Barei. Do mercedesa aktywistów już na Mickiewicza – ulicy z domem prezesa – przyczepił się pierwszy, nieznakowany pojazd policji – granatowy Hyundai. Na pobliskim pl. Wilsona aktywiści kilka razy okrążyli rondo, by się upewnić, że są śledzeni. Hyundai i radiowóz podążali wiernie za mercedesem. Gdy Tadeusz przeglądał później nagrania z kamer samochodowych, zauważył, że już wcześniej ich śledzili – pasażer Hyundaia zakrywał twarz, a kierowca gapił się na aktywistów. Przed Placem Bankowym w centrum Warszawy złapał ich radiowóz drogówki, pędzący na sygnale. Tadeusz zapytał, czemu tak śpieszyli akurat za nimi. „Kontrola trzeźwości. Rutynowa” – usłyszał od mundurowych. Ale nie zaczęli od badania alkomatem, a od kaczki na masce. „Czy to nie zasłania?” – pytał się policjant. „Nie”. „Może jednak przeszkadza. Proszę ją zdjąć” – nakazał mundurowy z drogówki. Zagadka pościgu na sygnale rozwiązała się. Auto i dokumenty mundurowi przeglądali dokładnie. Doczepili się do kawałka przeźroczystej taśmy na rejestracji. Gdy drogówka zakończyła kontrolę, od razu na ogonie aktywistów zawisnął kolejny podejrzany pojazd – Opel Astra. „Drogówka prawdopodobnie miała nas zatrzymać do ich przyjazdu” – uważa teraz Tadeusz. Aktywiści zaczęli się bawić ze śledzącymi – dawali się wyprzedzić, kluczyli, a nieoznakowany pojazd zawracał, doganiał ich, parkował na moment, by ruszyć i ponownie jechać na ich ogonie. Wkrótce zaczął się wymieniać z Hyudaiem, który aktywiści już znali – raz jedno, raz drugie auto podążało za mercedesem z Babcią Kasią. Gdy aktywiści robili nawrotki, zmuszając policyjne pojazdy do analogicznych manewrów, które ich zdradzały, dołączył trzeci pojazd – Kia Ceed. Podjechali pod Belweder na spacer. Gdy podchodzili, przy bramie wjazdowej stał jeden policjant. 65-letnia Katarzyna Augustynek stanęła z Tadeuszem jak babcia z wnuczkiem. Spokojnie, bez transparentów, czy wznoszenia haseł. Już po chwili podszedł cały oddział policji i ustawił się szpalerem przed parą aktywistów. „Poczułem się jak terrorysta” – wspomina Tadeusz. „A ja ubaw miałam po pachy” – Katarzynę Augustynek sytuacja rozśmieszyła. Wisienka na tajniackim torcie W Dolinie Służewieckiej na granicy Mokotowa i Ursynowa, do śledzących dołączył Peugeot. Wszystkie 3 podejrzane pojazdy zmieniały pasy grzecznie dokładnie tak, jak mercedes aktywistów. Gęsiego. Wtedy dopiero Tadeusz zauważył, co łączy wszystkich tajniaków w tych autach – niebieskie maseczki, lekko połyskujące w świetle. Tadeusz zaczął robić manewry tuż przed linią ciągłą. Te zmuszały śledzące ich auta do łamania przepisów – przejeżdżania na ciągłej. I robili to, a aktywista część udokumentował na swojej kamerze. Auta krążyły za nimi także na rondach po kilka razy, wjeżdżały w ślepe uliczki, zawracały. Na dwupasmowej trasie srebrna Kia nie zdążyła wbić się tuż za mercedesem z aktywistami, więc jechała wolno, ale lewym pasem – do wyprzedzania. A za nim ciągnął się sznur samochodów. Aktywiści upewniali się takimi działaniami, że dane auto ich śledzi. Gdy zajechali na stację benzynową niektóre, auta wjechały za nimi. Panowie z Kia odjechali, gdy Tadeusz podszedł z telefonem i zastukał w szybę, by ich nagrać. Przejechali na drugą stronę stacji i stamtąd ponownie uciekli, gdy aktywista zbliżył się do nich. Skoda – kolejny, podejrzany pojazd z dwójką smutnych panów w niebieskich maseczkach – odjechała, gdy tylko Tadeusz zaczął wyjmować telefon. „Biegł za nimi tak, że jakiś człowiek pytał się, czy coś się stało” – wspomina Augustynek. W sumie na stację benzynową na ul. Rodowicza na Ursynowie podjechały za nimi cztery auta. Nie tankowały, nikt nie wychodził, za to odjeżdżali, gdy aktywiści się do nich zbliżyli. Na koniec tych zabaw wisienka na torcie – aktywiści robili kółka na małej zawrotce ślepej uliczki na Ursynowie. Nieoznakowana granatowa Kia zaparkowała więc obok, czekając, aż wyjadą. Wtedy mercedes zablokował tajniaków. Babcia Kasia przyłożyła piorun do dachu i zastukała w szybę. Tadeusz nagrywał. „Jeden miał bluzę z napisem »Bandits«. Mówiłam im, że to dobrze, bo są bandytami. Chowali głowy w kapturach” – opowiada. Po tej akcji nieoznakowane wozy odpuściły. W drodze do domu aktywiści testowali jeszcze, czy ktoś za nimi jedzie, ale już nic nie zauważyli. Zabawa w ciuciubabkę z sześcioma nieoznakowanymi pojazdami policji trwała 2,5 ciuciubabki zapraszamy Podróż powrotna aktywistów z Żoliborza obfitowała w wiele sytuacji rodem z komedii Stanisława Barei. Do mercedesa aktywistów już na Mickiewicza – ulicy z domem prezesa – przyczepił się pierwszy, nieznakowany pojazd policji – granatowy Hyundai. Na pobliskim pl. Wilsona aktywiści kilka razy okrążyli rondo, by się upewnić, że są śledzeni. Hyundai i radiowóz podążali wiernie za mercedesem. Gdy Tadeusz przeglądał później nagrania z kamer samochodowych, zauważył, że już wcześniej ich śledzili – pasażer Hyundaia zakrywał twarz, a kierowca gapił się na aktywistów. Przed Placem Bankowym w centrum Warszawy złapał ich radiowóz drogówki, pędzący na sygnale. Tadeusz zapytał, czemu tak śpieszyli akurat za nimi. „Kontrola trzeźwości. Rutynowa” – usłyszał od mundurowych. Ale nie zaczęli od badania alkomatem, a od kaczki na masce. „Czy to nie zasłania?” – pytał się policjant. „Nie”. „Może jednak przeszkadza. Proszę ją zdjąć” – nakazał mundurowy z drogówki. Zagadka pościgu na sygnale rozwiązała się. Auto i dokumenty mundurowi przeglądali dokładnie. Doczepili się do kawałka przeźroczystej taśmy na rejestracji. Gdy drogówka zakończyła kontrolę, od razu na ogonie aktywistów zawisnął kolejny podejrzany pojazd – Opel Astra. „Drogówka prawdopodobnie miała nas zatrzymać do ich przyjazdu” – uważa teraz Tadeusz. Aktywiści zaczęli się bawić ze śledzącymi – dawali się wyprzedzić, kluczyli, a nieoznakowany pojazd zawracał, doganiał ich, parkował na moment, by ruszyć i ponownie jechać na ich ogonie. Wkrótce zaczął się wymieniać z Hyudaiem, który aktywiści już znali – raz jedno, raz drugie auto podążało za mercedesem z Babcią Kasią. Gdy aktywiści robili nawrotki, zmuszając policyjne pojazdy do analogicznych manewrów, które ich zdradzały, dołączył trzeci pojazd – Kia Ceed. Podjechali pod Belweder na spacer. Gdy podchodzili, przy bramie wjazdowej stał jeden policjant. 65-letnia Katarzyna Augustynek stanęła z Tadeuszem jak babcia z wnuczkiem. Spokojnie, bez transparentów, czy wznoszenia haseł. Już po chwili podszedł cały oddział policji i ustawił się szpalerem przed parą aktywistów. „Poczułem się jak terrorysta” – wspomina Tadeusz. „A ja ubaw miałam po pachy” – Katarzynę Augustynek sytuacja rozśmieszyła. Wisienka na tajniackim torcie W Dolinie Służewieckiej na granicy Mokotowa i Ursynowa, do śledzących dołączył Peugeot. Wszystkie 3 podejrzane pojazdy zmieniały pasy grzecznie dokładnie tak, jak mercedes aktywistów. Gęsiego. Wtedy dopiero Tadeusz zauważył, co łączy wszystkich tajniaków w tych autach – niebieskie maseczki, lekko połyskujące w świetle. Tadeusz zaczął robić manewry tuż przed linią ciągłą. Te zmuszały śledzące ich auta do łamania przepisów – przejeżdżania na ciągłej. I robili to, a aktywista część udokumentował na swojej kamerze. Auta krążyły za nimi także na rondach po kilka razy, wjeżdżały w ślepe uliczki, zawracały. Na dwupasmowej trasie srebrna Kia nie zdążyła wbić się tuż za mercedesem z aktywistami, więc jechała wolno, ale lewym pasem – do wyprzedzania. A za nim ciągnął się sznur samochodów. Aktywiści upewniali się takimi działaniami, że dane auto ich śledzi. Gdy zajechali na stację benzynową niektóre, auta wjechały za nimi. Panowie z Kia odjechali, gdy Tadeusz podszedł z telefonem i zastukał w szybę, by ich nagrać. Przejechali na drugą stronę stacji i stamtąd ponownie uciekli, gdy aktywista zbliżył się do nich. Skoda – kolejny, podejrzany pojazd z dwójką smutnych panów w niebieskich maseczkach – odjechała, gdy tylko Tadeusz zaczął wyjmować telefon. „Biegł za nimi tak, że jakiś człowiek pytał się, czy coś się stało” – wspomina Augustynek. W sumie na stację benzynową na ul. Rodowicza na Ursynowie podjechały za nimi cztery auta. Nie tankowały, nikt nie wychodził, za to odjeżdżali, gdy aktywiści się do nich zbliżyli. Na koniec tych zabaw wisienka na torcie – aktywiści robili kółka na małej zawrotce ślepej uliczki na Ursynowie. Nieoznakowana granatowa Kia zaparkowała więc obok, czekając, aż wyjadą. Wtedy mercedes zablokował tajniaków. Babcia Kasia przyłożyła piorun do dachu i zastukała w szybę. Tadeusz nagrywał. „Jeden miał bluzę z napisem »Bandits«. Mówiłam im, że to dobrze, bo są bandytami. Chowali głowy w kapturach” – opowiada. Po tej akcji nieoznakowane wozy odpuściły. W drodze do domu aktywiści testowali jeszcze, czy ktoś za nimi jedzie, ale już nic nie zauważyli. Zabawa w ciuciubabkę z sześcioma nieoznakowanymi pojazdami policji trwała 2,5 gdy aktywiści dostarczali niezbitych dowodów na śledzenie przez policję – nagrywali np. umundurowanych policjantów w nieoznakowanych autach, które za nimi jeździły – rzecznik prasowy KSP, Sylwester Marczak wszystkiego się wypierał: „To tylko próba stworzenia sensacji” – przekonywał. „Policja nie jest od tego, by śledzić przeciwników obecnej władzy. A jest do tego wykorzystywana” – tak w 2017 r w programie TVN24 „Czarno na Białym” mówił były policjant, opisując rozkazy, jakie dostawali. W 2018 roku ujawniło taśmy z nagrań operacyjnych policji. Dowodziły one, że dosłownie setki tajniaków śledziły nie tylko członków młodzieżowych organizacji, ale też aktywistów opozycji ulicznej (głównie Obywateli RP) a nawet i parlamentarnej – np. Ryszarda Petru. Ówczesny lider Nowoczesnej wytoczył policji proces, sąd uznał w 2019 roku, że mundurowi inwigilowali go „dla jego dobra”.
[Refren] 997 jedzie srebrna Kia Kurwy wiezie na sygnale... A ja siedzę jointa palę z ziomkami w plenerze Balet dawaj dalej... [Zwrotka 1: ?] Dawaj dalej ziomek, to Ciemna Strefa Jadą kurwy na sygnale a skun banie wygrzewa Mam wyjebane na niebieskie kondony Poziom THC na dzisiaj uzupełniony Siadamy na ławce, dwóch czarnych już idzie Na czole spisywanie przynajmniej trzy razy w tydzień Nie zaznasz spokoju, bo kurestwo czyha Pozdrowienia od CS-ów psie jebany zdychaj Nie wnikaj w te szeregi, bo nie dasz rady Jak nawinął DDK poznaj moje zasady 997 jedzie srebrna Kia Kurwy wiezie na sygnale... A ja siedzę jointa palę z ziomkami w plenerze Balet dawaj dalej... Dawaj dalej ziomek, to Ciemna Strefa Jadą kurwy na sygnale a skun banie wygrzewa Mam wyjebane na niebieskie kondony Poziom THC na dzisiaj uzupełniony Siadamy na ławce, dwóch czarnych już idzie Na czole spisywanie przynajmniej trzy razy w tydzień Nie zaznasz spokoju, bo kurestwo czyha Pozdrowienia od CS-ów psie jebany zdychaj Nie wnikaj w te szeregi, bo nie dasz rady Jak nawinął DDK poznaj moje zasady Kiedy zdejmiesz mundur w życiu sobie nie poradzisz Po prostu nie masz jaj, pełzasz, pierdolisz, kadzisz Już czas jest żeby possać panie policjancie Prewencyjnej kurwa szmaty nie lubię najbardziej Lecz pamiętaj człowiek z pałami nie wygrasz Na oriencie z fartem, dalej leci bit gra [Refren] [Zwrotka 2: Dudek RPK] Jest lato, gorąco jak skurwysyn Podjeżdża Kia w środku z psem łysym Środek boiska, jadąc tu szmaty Zaczęło się w mordę jebane szmaty Jest piękny Dzień, oni znów chcą go popsuć Za młode lata dziś strugają mężnych chłopców Życie jest jedno, oni tak myślą Wrzucają bombę i w naszą stronę Cisną Wyrzucam lolka i staram się ogarnąć By znów czasami czegoś głupiego nie palnąć Podchodzi kurwa cały spocony Wszystko z kieszeni w mordę pierdolony Na szczęście nic już przy sobie nie mamy I znów spokojnie się pięknie Uśmiechamy Jebane chamy co przybyli tu za psów Wolą się kurwić nie budować szałasu [Refren] [Zwrotka 3: Nizioł] Ci cicho, bo ludzie jadą w innym szczycie Myśli, że ma dobrze z obelgami lata w piździe Popierdala życie, o funduszach nie wspomnę Knujesz i polujesz za to ryby na mordę Kim ty kundel jesteś, że się wozisz jak u siebie Siedząc nad tym łypiesz dzbanem niepotrzebnie Lepiej jak odpuścisz i dasz sobie spokój Obyś szmatę zgubił nawet nie wychodząc z domu Licz, licz, licz dni do emerytury Za stracone lata wywiadowczej agentury Za czasów komuny ludy będą na to pluły A on dalej twardo jedzie białą Pandą Srebną Kią, czarną Fabią widziałem ostatnio Minę miał niewartą, bo kogoś nie złapał Chłopaczyna sobie bakał i napędził sobie stracha Za pojebany zakaz szargać sobie takie nerwy Uwaga na Kię krąży bez przerwy [Zwrotka 4: ?] Ciśnienie i topór, napierdala baniach w parku na ławce siada Tu kruszę i skręcam kozackiego bakłażana Bo mam taką ochotę znowu kurwa się najarać Elegancki sort, zapierdalam macha Pierdolę zamułę która znowu mnie ogarnia ja i moja banda Po nim wlewam majka, policyjna akcja Podbija jeden z drugim i chce kiermany sprawdzać Zwyczajnie bez powodu przypierdala baja Jebać kasztana, to do mnie nie trafia Obserwator świata, zapisana kartka Dosadny przekaz od dobrego chłopaka Jebać policję i kurwy na układach Prosta sprawa, charakterne zachowania Południowy styl RPK na oriencie nara [Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]
997 jedzie srebrna kia tekst